Arrow-long-left
#8
PL|EN

Wywiady

Serwis

Polska i AIDS

Luiza Kempińska i Paweł Leszkowicz, oprowadzanie po wystawie "Kreatywne Stane Chorobowe", fot. Maciej Krajewski

Wprowadzenie: Hubert Zięba

Wiosną 2018 roku byłem w Stanach Zjednoczonych na wyjeździe badawczym, poświęconym działalności kulturowej związanej z AIDS, w szczególności niezależnie produkowanym aktywistycznym filmom i wideo. Pod koniec wyjazdu moja mentorka, naukowczyni Alexandra Juhasz zasugerowała, bym porozmawiał z jej przyjacielem i częstym współpracownikiem – Theodore’em Kerrem. Już wcześniej trafiałem na jego nazwisko w tekstach Alex, więc w pewnym stopniu znałem jego działalność. Jednak dopiero kiedy go poznałem, przypomniałem sobie, że największą radością w procesie badawczym i w przynależności do społeczności akademickiej nie jest myślenie i teoretyzowanie, lecz możliwość tworzenia więzi i wspólnoty, obserwowania pracy innych i poczucie, że Twoja praca też jest zauważana.

[…]

Kilka miesięcy po powrocie ze Stanów Zjednoczonych otrzymałem wiadomość od Teda, w której pytał, czy zechciałbym uczestniczyć w rozmowie z dwiema innymi osobami prowadzącymi badania na temat AIDS w Polsce. W swej naiwności byłem początkowo zaskoczony faktem, że ktokolwiek poza mną zajmuje się taką problematyką, ale wkrótce moje niedowierzanie zostało wyparte przez dumę i poczucie wspólnoty. W ciągu miesiąca miałem szansę spotkać się wirtualnie z Luizą Kempińską, historyczką sztuki i graficzką oraz Szymonem Adamczakiem, artystą teatralnym, pisarzem oraz badaczem kultury. Choć nasze zainteresowania związane z HIV i AIDS w polskim kontekście kulturowym niekiedy zazębiają się, są one zasadniczo odmienne. Wprawdzie każde z nas dorastało w Polsce w okresie transformacji ustrojowej, pracując niezależnie nad swymi projektami powiązanymi z tematyką AIDS, nie byliśmy świadomi pracy pozostałych. Potrzebowaliśmy dopiero kogoś z zewnątrz, aby nas połączył.

[…]

Theodore (ted) Kerr: Powiedzcie kilka słów o sobie oraz waszych związkach z tematyką HIV i z Polską.

Luiza Kempińska: Jestem historyczką sztuki, projektantką graficzną i doktorantką, mieszkam w Poznaniu. Urodziłam się w 1990 r., dorastałam w czasach politycznej transformacji w Polsce. Można powiedzieć, że w zawieszeniu pomiędzy społecznymi i politycznymi pozostałościami poprzedniego systemu a skupieniem na rozwoju, gromadzeniu kapitału i dyskursie sukcesu, dominującymi do dzisiaj.

Szymon Adamczak: Jestem artystą teatralnym, pisarzem i badaczem. Urodziłem się w 1991 r. w Poznaniu. Moje codzienne życie toczy się obecnie w Amsterdamie, gdzie uzyskałem tytuł magistra sztuki w dziedzinie sztuk teatralnych. Mam żywy kontakt z polską sceną artystyczną i ze związanymi z nią znajomymi, z których większość mieszka w Warszawie.

Hubert Zięba: Urodziłem się w 1987 r., dwa lata przed upadkiem komunizmu, ale w ogóle nie pamiętam wydarzeń tamtych czasów. Jedni powiedzą, że jestem Polakiem, badaczem, ale wolę skupić się na behawioralnym aspekcie mojego życia i powiedzieć, że mówię po polsku i prowadzę badania o HIV i AIDS – na tej samej zasadzie chciałbym określać się jako osobę nieheteronormatywną w sensie performatywnym, przekraczając granice płci i orientacji seksualnej. Jednak identyfikowanie się jako osoba nieheteronormatywna w Polsce w większości przypadków wymaga długich wyjaśnień i zwykle prowadzi do bycia zaszufladkowanym w kategoriach binarnych po prostu jako gej (w opozycji do heteroseksualności).

Hubert Zięba

L.K.: Kategoria tożsamości silnie wpływa na moją pracę. Czy może raczej – od początku swoich badań postrzegam podmiotowość w kontekście obecności i nieobecności, afektywnego doświadczenia sztuki, choroby i żałoby. Wynikało to w pewnym stopniu z mojej pozycji – jako kobiety-początkującej badaczki, a także związane z osobistymi doświadczeniami. Gdy zaczęłam interesować się tematyką HIV i AIDS w Stanach Zjednoczonych, brałam równocześnie udział w grancie naukowym kierowanym przez moją promotorkę, prof. Agatę Jakubowską, dotyczącym wystaw sztuki kobiet w Polsce, który zmienił trochę moją perspektywę. Podczas badań odszukiwałyśmy i śledziłyśmy tego typu przemilczane działania kobiet, rozważałyśmy je jako strategie i taktyki zyskania miejsca w polu sztuki. Pomyślałam wówczas, że mogłabym powiedzieć coś więcej o HIV i AIDS z punktu widzenia lokalności, w kontekście Europy Środkowo-Wschodniej i jednocześnie dopuścić te ignorowane, pomijane kwestie do głosu, przywrócić im ich sprawczość.

S.A.: Moje podejście do HIV zmieniło się całkowicie po mojej diagnozie w 2017 r. Był to dla mnie burzliwy okres. Zrezygnowałem już z pracy w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie, który okazał się jedną z pierwszych instytucji artystycznych poturbowanych decyzjami nowego, prawicowego rządu. Nie widziałem tam dla siebie miejsca. Diagnozę otrzymałem krótko później, w Amsterdamie, w momencie, gdy zaczynałem ostatni rok studiów w DAS Theatre. Nie wiedziałem, jak to się wszystko dalej potoczy, nie miałem wtedy żadnego stypendium ani nawet ubezpieczenia.

Bez wahania zdecydowałem się powiązać swoją artystyczną trajektorię z problematyką HIV. Laboratoryjne warunki szkoły w moim przypadku dosłownie oddawały to, co Boris Groys proponuje w artykule Education by Infection (Edukacja przez infekcję). Teoretyk rozumie edukację artystyczną jako miejsce cyklicznej wymiany nowych bakterii oraz podkreśla stopniową adaptację i odnowę po zakażeniu. Zaczęło interesować mnie, na czym może polegać perspektywa artysty żyjącego z HIV i jak mogę ją zacząć realizować w praktyce.

Tylko do pewnego stopnia znałem dziedzictwo kulturowe związane z AIDS. Kiedy miałem 18 lat, po raz pierwszy zobaczyłem poruszającą adaptację Aniołów w Ameryce w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. Ameryka Reagana była trafną metaforą klimatu politycznego w ówczesnej Polsce, Prawo i Sprawiedliwość po raz pierwszy było u władzy. Epidemia AIDS wydawała mi się wtedy czymś odległym, czymś z historii. Dopiero na studiach, między innymi na zajęciach Pawła Leszkowicza w Instytucie Historii Sztuki na UAM w Poznaniu, zacząłem poznawać sztukę queerową i problematykę aktywizmu na rzecz praw mniejszości, w tym również działania ACT-UP.

Dopóki mieszkałem w Polsce, problem HIV pojawiał się sporadycznie, przede wszystkim gdy chodziłem się badać. Zazwyczaj robiłem darmowy test w siedzibie miejscowej organizacji pozarządowej, znajdującej się w ciemnym szpitalnym korytarzu, wypełnionym wstydem i wymownymi spojrzeniami typu „udawajmy, że nigdy się tu nie widzieliśmy”. W Holandii zacząłem poznawać osoby pozytywne. Tamtejsza epidemia AIDS była wyjątkowo dotkliwa. Zrozumiałem, że dla wielu temat HIV obecnie jest znormalizowany, co w przypadku samych „plusów” dobrze obrazuje postawa, którą można streścić w zdaniu „jedna tabletka dziennie i problem znika” („one pill a day makes a problem go away”). W neoliberalnym, późnokapitalistycznym społeczeństwie piętno zostało zindywidualizowane i sprowadzone do tego, kto ma dostęp do opieki medycznej. Dobrobyt, przywilej i postęp, czego można więcej chcieć?

Jestem świadomy nikłej i obciążonej kontrowersjami obecności HIV i AIDS w polskich mediach i w publicznym dyskursie w ciągu ostatnich lat. Opinia publiczna patrzyła na problem HIV w kategoriach sensacji, podszytą osądem moralnym bądź uprzedzeniami, poprzez historie związane z narkotykami oraz takie, jak ta o czarnym mężczyźnie, odpowiedzialnym za zakażenie kilkunastu kobiet. Jestem przekonany, obserwując wysiłki wielu osób w tej dziedzinie – takich jak nasza trójka – że można zmienić ten dyskurs.

Szymon Adamczak, 'Kreatywne Stany Chorobowe', fot. Maciej Krajewski

H.Z.: Pamiętam tę historię. Było to w 2008 r., kiedy nie interesowałem się jeszcze tematyką AIDS. Czarny mężczyzna, o którym mowa, to urodzony w Kamerunie dziennikarz, znany w Polsce jako Simon Mol. Zmarł dwa tygodnie po uchyleniu aresztu. Jego serostatus był znany władzom, ale najwyraźniej mężczyzna odmówił leczenia antyretrowirusowego. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja wydarzeń głoszona w mediach.

Po powrocie do Polski w 2010 roku [po ukończeniu studiów z zakresu gender, seksualności i kultury na Uniwersytecie w Manchesterze] wiedziałem, że chcę kontynuować karierę akademicką i skoncentrować się na tematyce AIDS. Musiały minąć jednak cztery lata, zanim w końcu aplikowałem na doktorat. Oczekując na wyniki procesu rekrutacji, bliska mi osoba zwierzyła mi się, mówiąc, że się zakaziła wirusem. Nie mogę zaprzeczyć, że odtąd była dla mnie dużą motywacją. Nie chcę ujawniać stopnia bliskości z tą osobą z powodu głęboko zakorzenionych uprzedzeń dotyczących HIV i AIDS w Polsce.

Teraz, kiedy kończę studia doktoranckie, postanowiłem wyemigrować do Irlandii, ponieważ zmęczyło mnie ciągłe mierzenie się z homofobią w miejscu pracy, w otoczeniu i w rodzinie.

T.K.: Opowiedzcie o projektach, nad którymi pracujecie. Co ludzie powinni wiedzieć o waszej pracy? Jakie macie nadzieje i cele?

L.K.: Skupiam się na dotychczas niezbadanych wystawach sztuki związanych z HIV i AIDS, zorganizowanych w drugiej połowie lat 80. i 90. w Europie Środkowo-Wschodniej. Zwracam szczególną uwagę na Polskę, Czechy i Niemcy. Analizuję te wystawy w kontekście transformacji, upadku bloku wschodniego i procesów odbudowy istniejącego porządku. Rozważam transformację jako proces zachodzący na wielu poziomach, obejmujący nie tylko system polityczny i gospodarkę, ale także społeczeństwo w różnych jego wymiarach, w tym kultury i tożsamości.

H.Z.: Obecnie pracuję nad rozprawą doktorską na temat różnych sposobów reagowania na epidemię w USA za pomocą mediów audiowizualnych. Moim pierwszym celem było zbadanie popularnych sposobów przedstawiania choroby i osób nią dotkniętych, ponieważ wydawało mi się, że nie znajdę odpowiednich materiałów źródłowych w polskim kinie i telewizji.

[…]

Według mojej wiedzy istnieją dwa filmy fabularne związane z problemem AIDS, są to: Pora na czarownice (1993, reż. Piotr Łazarkiewicz) i Kto nigdy nie żył (2006, reż. Andrzej Seweryn). Poza tym przez ponad dwie dekady serokonwersja lub jej ryzyko były również tematem pewnej liczby odcinków polskich telenoweli (takich jak Klan, Pierwsza miłośćSamo życie) oraz – ostatnio – programów paradokumentalnych. Poza adaptacją Aniołów w Ameryce Warlikowskiego wystawiano w Polsce jeszcze co najmniej jedną sztukę dotycząca HIV i AIDS i związanej z nimi stygmatyzacji. Nosi tytuł Miss HIV, napisał ją Maciej Kowalewski, a Krzysztof Czeczot zaadaptował na scenariusz telewizyjny.

Chociaż w mojej pracy akademickiej koncentruję się głównie na filmach zrealizowanych w Stanach Zjednoczonych, co mnie uderza we współczesnych przedstawieniach postaci zakażonych HIV w polskich mediach to to, że większość z nich reprezentuje grupy społeczne, na które choroba ta prawie nie miała wpływu. To głównie biali heteroseksualni mężczyźni, w tym katolicki ksiądz. Eksponowane są takie zachowania, którym towarzyszy zasadniczo niskie ryzyko zakażenia HIV. Co prawda, takie uniwersalizujące podejście chroni przed zrobieniem z polskich gejów kozła ofiarnego jako winnych rozprzestrzenianiu się choroby, prowadzi ono także do wymazywania ich doświadczeń.

[…]

Billy Mullaney, Szymon Adamczak, "An Ongoing Song", reż. Szymon Adamczak, Pawilon, fot. Maciej Zakrzewski

S.A.: Stworzyłem spektakl zatytułowany An Ongoing Song i wydałem kontekstualizujący go zin, to był mój projekt dyplomowy we wspomnianym DAS Theatre w Amsterdamie. To duet między mną a amerykańskim artystą, Billym Mullaneyem, którego zaprosiłem do odegrania roli czy raczej ucieleśniania metafory wirusa HIV – takiego, jak go postrzegam.

W dobie niewykrywalnej wiremii i coraz powszechniej dostępnego PrEP chciałem zaproponować swoją poetykę życia z wirusem. W rzeczywistości jest to codziennie negocjowana symbioza: nie zabiję cię, nie zabijesz mnie, oto jesteśmy razem i zrozummy to. Myślę, że ten proces wymagał silnego poczucia solidarności i przyjaźni. Billy, kolega ze studiów, był dla mnie idealnym „obcym” człowiekiem, który zaangażował się w projekt i cierpliwie ze mną współpracował. Myślę, że warto wspomnieć, że jest cisheteronormatywnym mężczyzną i jest seronegatywny. Oboje musieliśmy nieustannie pracować nad uwydatnieniem naszych różnic i zachowaniem poczucia odrębności.

Podczas studiów szczegółowo zajmowałem się artystycznymi wypowiedziami wobec HIV. Interesował mnie temat dziedzictwa i pokrewieństwa, publiczna recepcja tej tematyki, jej niezwykła różnorodność. Wreszcie, jej żywotność. Szczególnie wiele się dowiedziałem podczas wizyty studyjnej w Visual AIDS w Nowym Jorku, organizacji która stale poszerza reprezentację HIV w sztuce oraz wspiera pozytywnych artystów i artystki. Chcę tą wiedzę przekazywać dalej publiczności.

Co ciekawe, samo słowo „HIV” nigdy nie pada w An Ongoing Song. Wolałem je tylko delikatnie zaznaczyć przez obecność w przestrzeni butelek po lekach, w których posadziłem hiacynty, co z kolei było nawiązaniem do prowadzonej przez polskie służby w czasach reżimu komunistycznego akcji gromadzenia materiałów o homoseksualnych mężczyznach. W ten sposób mam raczej nadzieję zaprosić publiczność do samodzielnego odniesienia się do tego, czym każdy z osobna jest zainfekowany; do przemian, które mamy za sobą i do wszystkich rodzajów leków, które przyjmowaliśmy.

Pokazy tego spektaklu w Polsce to dla mnie nowy rozdział. Zaprezentuję też wideo z mojego osobistego archiwum, w którym po raz pierwszy biorę pigułkę leku Genvoya, w ramach wystawy Kreatywne Stany Chorobowe: AIDS, HIV, RAK. W publicznej instytucji kultury, Galerii Miejskiej Arsenał, w Poznaniu, moim rodzinnym mieście. Nie mieliśmy dotąd polskiego artysty tak otwarcie podejmującego wątek seropozytywności. Mam nadzieję, że moje oddramatyzowane podejście do HIV stworzy okazję dla opartej na ludzkim doświadczeniu, otwartej rozmowy o specyfice epidemii HIV i AIDS w Polsce.

L.K.: Takie działania, zmieniające społeczne postrzeganie HIV i AIDS, są bardzo ważne. Na początku lat 90. w Polsce HIV i AIDS wiązało się z bardzo silną stygmatyzacją, wynikającą z braku świadomości społecznej. Kampanie społeczne i edukacyjne nie od razu wzmocniły podstawową wiedzę na temat choroby. Działania podejmowane przez państwo i organizacje pozarządowe budziły też liczne społeczne kontrowersje. Na przykład ustanowienie ośrodków dla osób żyjących z HIV i AIDS często wywoływało akcje protestacyjne lokalnych społeczności.

H.Z.: Pora na czarownice Łazarkiewicza to fikcyjna relacja z próby spalenia takiego obiektu. I chociaż takie podpalenie nigdy nie zakończyło się sukcesem, same wysiłki i nastroje, które musiały zainspirować reżysera do stworzenia filmu, wskazują na głębokie piętno związane z AIDS w Polsce w latach 90.

Pora na czarownice, reż. Piotr Łazarkiewicz, 1993

L.K.: W tej politycznej i kulturowej rzeczywistości, otwarcie wystawy sztuki związanej z HIV i AIDS nie było łatwym zadaniem. Pierwsza taka ekspozycja – Ja i AIDS (1996), zorganizowana, co ważne, w ogólnodostępnym holu warszawskiego kina, została zamknięta po kilku dniach, co uzasadniano obecnością prac mogących „bulwersować” młodszych odbiorców. W swych badaniach analizuję właśnie działania artystyczne związane z HIV i AIDS z lat 90., rozważając je w kontekście praktyk emancypacyjnych. Korzystam przy tym z prac Michela de Certeau. Podejście to nie zakłada obalenia obecnego porządku przez jego odrzucenie lub negację, ale jego zmianę w wyniku takich sposobów działania, które są obce dominującemu systemowi. To korzystanie z systemu, podważanie władzy i zarazem ucieczka przed nią. Jednocześnie, to działania, które nie są podejmowane w ramach przemyślanego planu, ale są raczej rodzajem niezliczonych i rozproszonych przekształceń.

[…]

S.A.: Stale mapuję praktyki i działania wokół HIV i AIDS w Polsce. Grupa socjologów i socjolożek zebrana wokół projektu EUROPACH tworzy kolekcję historii mówionej, aby przybliżyć nam świadectwa związane HIV w Polsce. Ich praca podważa popularną teorię, że bycie w strefie wpływów Związku Radzieckiego „uratowało” Polskę przed epidemią. Istnieje również grupa polskich badaczy akademickich, w skład której wchodzi artysta Karol Radziszewski i jego Queer Archives Institute, którzy zajmują się zjawiskami kulturowymi przed AIDS w ramach międzynarodowego programu Cruising the Seventies. Krytyk teatralny pracuje nad książką o polskim reżyserze teatralnym, Januszu Nyczaku, który zmarł na AIDS w latach 90. i oczywiście nie jest wcale zapamiętany jako „nasz” Reza Abdoh. Fundacja Edukacji Społecznej w Warszawie, gdzie dyrektorką programu redukcji szkód jest Agata Stola, oferuje terapie wspierające mężczyzn żyjących z HIV i problemowo używających chemseksu. Agata powiedziała mi, że istnieje specyficzna dla Polski korelacja bycia zakażonym HIV i następnie korzystania z chemseksu. Niedawno spotkałem także Tomasza Siarę, który jest ważnym głosem w społeczności gejowskiej. Jego aktywistyczne portfolio otwiera świetna, oddolna platforma, mająca na celu promowanie i popularyzację kampanii „Niewykrywalny = Niezakażający”.

[…]

Jako artysta staram się poruszać między tymi wszystkimi perspektywami. Moim celem, a raczej moim zadaniem jest tworzenie nowych rozmów o wirusie oraz bycie tak hojnym i pomocnym, jak to tylko możliwe, dla każdego, kto chce podnieść świadomość o HIV w polskim kontekście kulturowym. Sam z kolei wkrótce zamierzam pracować z archiwami zgromadzonymi w warszawskim Stowarzyszeniu Lambda oraz w IHLIA, queerowej bibliotece w Amsterdamie. Chcę zrozumieć przebieg epidemii AIDS w polskim i wschodnioeuropejskim regionie, od jego udokumentowanych początków po obecne manifestacje tematu, mniej rozpoznane głosy i dopiero rozwijające się praktyki.

L.K.: Mój cel jest podobny – obejmuje zbadanie i przywrócenie świadomości na temat działań artystycznych związanych z HIV i AIDS, często pomijanych w historyczno-artystycznym dyskursie.

[…]

H.Z.: Jedną z moich intencji jest ujawnienie finansowanej przez państwo bierności w zakresie zapobiegania HIV w polskiej społeczności gejowskiej. Od wybuchu epidemii liczba zakażeń HIV rośnie z roku na rok. Polscy geje niezmiennie pozostają najbardziej zagrożeni zakażeniem. Od samego początku epidemii w Polsce mężczyźni uprawiający seks z mężczyznami stanowią większość wszystkich przypadków HIV i AIDS. A mimo to i pomimo faktu, że zarówno niezależni, jak i państwowi eksperci od dawna wzywają urzędników odpowiedzialnych za zwalczanie choroby do kierowania przekazu do społeczności gejowskiej, pieniądze są nadal marnowane głównie na kampanie adresowane do nieokreślonego ogółu społeczeństwa, nikogo w szczególności lub grup o stosunkowo niskim ryzyku zakażenia HIV. Co gorsza, roczna liczba nowych infekcji w ostatnich kilku latach wzrasta.

[…]

Plakat polskiego Krajowego Biura Koordynacyjnego ds. Zapobiegania AIDS, 1994

Plakat projektu Waldemara Świerzego, 1993

T.K.: Jak opisalibyście teraz atmosferę polityczną w Polsce? Jak wpływa to na Waszą pracę i projekty związane z HIV?

[…]

S.A.: Niechęć, elitaryzm, bigoteria i wojny kulturowe między lewicą a prawicą sprawiają, że Polska jest dość frustrującym miejscem do życia. Demokracja wydaje się tylko fikcyjną strukturą. Protesty pozostają bez żadnej odpowiedzi ze strony władzy. Zmiany klimatu nie są traktowane poważnie. Z ekonomicznego punktu widzenia wydaje się, że proces transformacji również dobiegł końca. Polska stała się Zachodem, szczególnie z perspektywy obywateli Ukrainy i innych przybyszów, którzy migrowali tutaj w ostatnich latach.

Wcześniej w rozmowie wspomniałem o Aniołach w Ameryce, które debiutowały w Warszawie ponad dziesięć lat temu. Od tamtej pory żaden projekt ustawy o równości nie został przyjęty, z wyjątkiem deklaracji praw LGBTQ podpisanej przez prezydenta Warszawy. Prawo i Sprawiedliwość wyciągnęło wnioski z poprzedniej przegranej i teraz dominuje w przestrzeni politycznej, a pole artystyczne z mojej perspektywy półzachodniej wydaje się sparaliżowane przez politykę i swoje własne ambicje.

H.Z.: …a perspektywy są raczej ponure. Jeśli chodzi o kryzys AIDS w Polsce, działania Krajowego Centrum ds. AIDS, pod rządami poprzednich rządów, były audytowane co najmniej dwukrotnie, w 2004 i 2015 r. Konieczność skierowania kampanii edukacyjnych ku mniejszościom seksualnym, najbardziej dotkniętym chorobą, została wyrażona w obu dokumentach bardzo wyraźnie. Wydaje się, że nikt odpowiedzialny za działania KC ds. AIDS nie przeczytał lub nie potraktował raportów poważnie. W finansowanych przez państwo kampaniach edukacyjnych na temat HIV i AIDS nieustannie promowane są wysoce enigmatyczne symbole, takie jak czerwona wstążka, której promocja jest oficjalną częścią strategii Krajowego Centrum. Tak, promocja symbolu, który w połączeniu z trzy- lub czteroliterowym akronimem można uznać raczej za przykład slangu więziennego, a nie za przekaz dotyczący bezpieczniejszych praktyk seksualnych.

Plakat projektu M.A. Kwiatkowskiego, 1989

S.A.: Trudno mi powiedzieć, w jaki sposób ta atmosfera wpływa na moją pracę związaną z HIV. Zrozumiem to pewnie w najbliższym czasie. Rodzima scena artystyczna w Polsce zdecydowanie otwiera się na nienormatywne głosy i praktyki artystyczne. Jeśli chodzi o HIV per se, jest wiele do zrobienia nawet wśród nas, pracowników kultury. Z wielu rozmów, które przeprowadziłem, mogę powiedzieć, że dla zaskakującej liczby osób pojęcia HIV i AIDS niewiele lub nic nie znaczą.

Wyobraź sobie, że w pierwszych, prywatnych, branżowych rozmowach o moim projekcie, w odpowiedzi usłyszałem, że pracuję nad HIV, bo mogę na tym zbić kapitał. Jeden z rozmówców o wysokiej pozycji zawodowej przyznał, że sam bierze PrEP, w dodatku ma go ze Szwecji. Sam ledwo otrzymałem swój pierwszy „niewykrywalny wynik”. Dzieląc się tym przykładem, chciałbym podkreślić, jak ważna jest praca na rzecz przeciwdziałania stygmatyzacji osób żyjących z HIV w Polsce. Musimy nie tylko wiedzieć, kto w Polsce ma HIV, jak czytamy w książce Jakuba Janiszewskiego, ale także kto zmarł na AIDS, by zmienić postrzeganie tej choroby. Praca związana z HIV dotyczy empatii, intersekcjonalności, dialogu międzypokoleniowego, solidarności, oraz rozumienia polityczności swojego statusu, przede wszystkim statusu społecznego. Polska nigdy nie była na to bardziej gotowa.

L.K.: Tak, obecna atmosfera polityczna w Polsce jest niepokojąca. Szczególnie krytycznie podchodzę do braku edukacji seksualnej w szkołach, dyskryminacji osób nieheteronormatywnych w społeczeństwie, atmosfery wykluczenia, stygmatyzacji przez polski kościół, promowania tradycyjnego modelu rodziny przez państwo i utraty wolności, nawet możliwości decydowania o swoim własnym ciele. Ważne jest, aby o tym rozmawiać, szczególnie w kontekście tak nacechowanych politycznie badań, które prowadzimy – związanych z HIV i AIDS. Taka atmosfera nie sprzyja wzrostowi świadomości i wiedzy, nie buduje zrozumienia i nie zachęca do współpracy. W rzeczywistości klimat polityczny wpływa na moje badania związane z HIV i AIDS – sprawia, że moja praca jest potrzebna, a jej charakter w tym kontekście staje się bardziej emancypacyjny i zaangażowany.


Cały tekst rozmowy w języku angielskim, w nieco innej wersji, dostępny pod adresem: https://www.on-curating.org/issue-42-reader/poland-and-aids.html.

Newsletter

Bądź z nami na bieżąco – Zapisz się do naszego newslettera i śledź nas w mediach społecznościowych: