Arrow-long-left
PL|EN

Krytyka

Afirmacja

Kręgi kobiet, czyli animacja kulturowa na dziko

Zgromadzenie kręgów kobiet, fot. Magdalena S Panifiłowa

Kobiety zasiadają w kręgu głównie po to, aby siebie nawzajem wysłuchać. Okazuje się, że to czasami wystarczy. Wydarzenie kulturowe wcale nie musi być bardziej złożone. Jak wiele osób zajmujących się edukacją i animacją kulturową, celowo nie używam określenia „kulturalne”, ponieważ rozumiem kulturę szeroko i nie chcę utrwalać sztucznego, w moim przekonaniu, podziału na „życie kulturalne” i „życie codzienne”. Wprost przeciwnie, zależy mi na tym, by uwidaczniać to, co często w rozmowach o kulturze się nie pojawia i w ten sposób robić miejsce osobom praktykującym animację kulturową na dziko.

Dlaczego „na dziko”? Ponieważ działają po cichu i po prostu. Pierwszym impulsem jest odkrycie czegoś wartościowego dla siebie samej, kolejny krok to rozkrzewianie – przekazywanie tego dalej. Dzikie animatorki intuicyjnie wybierają dla siebie łąki poza ogrodami instytucji. Nasuwa się pytanie: czy to dobrze?

Chciałabym przedstawić jedną z nich, jednak jestem przekonana, że jest ich o wiele więcej. Co je wyróżnia? Na pewno jest to konsekwencja i długofalowość działań. Poza tym efektem prowadzących przez nie spotkań, często niewysuwającym się na pierwszy plan, jest budowanie relacji, czyli nastawienie na proces grupowy. Łączy je także praca od podstaw, a więc tworzenie czegoś od początku, w miejscu, gdzie wcześniej tego nie było. A przy tym cechuje je pewnego rodzaju niewidzialność wynikająca z funkcjonowania poza kontekstem instytucjonalnym.

Od 2017 roku Magda Nina Sławnikowska wspólnie z Barbarą Etną Moszko zwołuje i trzyma Poznański Krąg Kobiet. Kobiety spotykają się raz w miesiącu. Spotkania są nieodpłatne. Jedyny koszt, współdzielony przez wszystkie uczestniczki, to wynajem sali. Rozmawiamy o tym, czym są kręgi kobiet i jak przebiega ich współtworzenie.

Kinga Mistrzak: Dlaczego krąg?

Magda Nina Sławnikowska: Ponieważ w kręgu wszystkie jesteśmy tak samo ważne, jesteśmy na równi. Każda z nas może dawać i brać. Krąg nie ma osoby prowadzącej, nadrzędnej. Jest piastunka lub osoba trzymająca krąg, czyli kobieta, która go zwołuje, przygotowuje salę, dba o to, aby były odpowiednie warunki. Rolą trzymającej jest także otwieranie i zamykanie kręgu oraz czuwanie nad tym, żeby ustalone wcześniej zasady były przestrzegane. Jednak również ona zasiada w kręgu w taki sam sposób jak pozostałe kobiety i tak samo z niego czerpie, dzieląc się swoimi przeżyciami.

Jakie to są zasady?

Chyba najważniejsze jest to, by kobiety miały poczucie bezpieczeństwa. Dlatego ustalamy, że to, co się pojawia się w kręgu, tu zostaje. Według mnie historie kobiet nie powinny opuszczać kręgu nawet w zmienionej, anonimowej formie.

Między kobietami krąży przedmiot, nazywany „gadającym przedmiotem”. To może być cokolwiek: kamień, muszla, kawałek drewna. Trzymająca go osoba ma głos. Wszystkie inne są słuchającymi, a ta jedna jest mówiącą. Tak naprawdę kiedy trzymasz gadający przedmiot, to nie oznacza to, że teraz masz mówić, ale że to jest twój czas. Czy będziesz opowiadać, czy milczeć, zależy tylko od ciebie. Osoba, która trzyma przedmiot, wie, że w tym momencie nikt jej nie przerwie, nawet jeżeli będzie to opowieść z długimi przerwami na milczenie. W naszym kręgu poznańskim przedmiot jest przekazywany z ręki do ręki, po kolei. Jednak są też takie kręgi, gdzie jest on odkładany na środek i sięga po niego ta osoba, która chce teraz zabrać głos.

Dlaczego mówisz: „zasiadamy” w kręgu i „zwołujemy” krąg zamiast po prostu „siadamy” i „ogłaszamy spotkanie”?

Słowo „zwoływanie” kojarzy mi się z tym, że trzeba usiąść i coś uradzić. A „zasiadamy” tak, jak kiedyś zasiadała starszyzna. W Polsce kręgi zostały zainicjowane w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy ze Stanów Zjednoczonych przyjechały przedstawicielki starszyzny: Mattie Davis-Wolfe, Danuta Ogaoeno Mette oraz Joan Halifax. To one jako pierwsze przekazały Polkom zasady kręgu. I ten ruch dalej pociągnęła Tanna Jakubowicz-Mount.

Jak wyglądają spotkania?

Zwykle mamy na środku coś, co nazywa się ołtarzem, tam stoi świeca i tam układamy ważne dla nas przedmioty. Każda kobieta może tutaj położyć coś swojego, bywają to pieniądze, często są to zdjęcia przodków i przodkiń, niekiedy coś do jedzenia – abyśmy mogły się częstować. Na początku kręgu zapraszamy „jakości”. Każda osoba przywołuje to, czego potrzebuje. Na przykład ktoś zaprasza odwagę, a ktoś mówi, że zaprasza cztery kierunki dla wsparcia (czyli północ, południe, wschód, zachód). Każdy z kierunków niesie konkretne jakości, np. kierunek wschodni to połączenie z przodkami. Zapraszamy też żywioły, niektóre kobiety przywołują przewodników i przewodniczki duchowe. Następnie każda kobieta może się wypowiedzieć, po czym przekazuje „gadający przedmiot” dalej.

Czy to nie jest dla Ciebie jako osoby trzymającej krąg zbyt duże obciążenie psychiczne? Bierzesz na siebie odpowiedzialność za samopoczucie wszystkich obecnych kobiet?

Nie – moją odpowiedzialnością jest trzymanie przestrzeni dla trudnych emocji, które mają prawo się pojawiać. Rolą trzymającej jest zadbanie o to, aby na każdą wypowiedź znalazło się miejsce. Kobiety przychodzą z różnymi historiami. Dbanie o przestrzeń polega na przykład na tym, że kiedy atmosfera za bardzo się zagęszcza i robi się ciężko, to proponuję, żeby się chwilę poruszać albo głębiej pooddychać. Jednocześnie chcę podkreślić, że to nie jest terapia. Krąg nie polega na dawaniu rad, nikt tu nie próbuje wyciągnąć kobiety z danej sytuacji. Czasami po zakończeniu kręgu czuję, że potrzebna jest rozmowa. Kiedy kobieta przychodzi z bardzo trudną historią, chcę sprawdzić, czy wychodzi w jednym kawałku. Jednak krąg nie służy do tego, żeby rozwiązywać problemy.

Do czego więc służy krąg?

Mam wrażenie, że kiedy zasiadamy w kręgu, w czasie jego trwania tworzy się coś niezwykłego. Sylwia Wójcik nazywa to „duszycą kręgu”. To jest jakiś wyjątkowy twór, właściwy dla tego kręgu, który w danym momencie się zebrał, jakby unoszący się nad nim. I tu jest jakaś magia. Samo to, że jesteśmy w tej bezpiecznej przestrzeni, powoduje, iż coś się czasami – nazwę to tym słowem – uzdrawia. Trudno tu coś więcej powiedzieć. Nieraz któraś kobieta westchnie, zacznie płakać lub podniesie rękę na znak tego, że opowiadana właśnie historia także jej dotyczy. Czasami tylko to, że opowiadasz swoją historię i widzisz, iż pozostałe kobiety reagują na nią, coś zmienia. Odkrywasz, że nie jesteś w tym sama, że to, co mówisz, ma wpływ na innych. Dlatego myślę, że to działa uzdrawiająco.

Ołtarz utworzony przez kobiety zasiadające w kręgu, fot. Magdalena S Panifiłowa

Czy przyroda ma dla Was jakieś szczególne znaczenie?

Niektóre kręgi odbywają się w lesie. Zgromadzenia kręgów, czyli odbywające się raz w roku spotkania, łączące kobiety zasiadające w różnych kręgach w Polsce, zawsze odbywają się na łonie natury. Podczas leśnych kręgów mają miejsce liczne ceremonie z udziałem drzew, rzek, polnych roślin. Niektóre kobiety przyznają, że odczuwają silne połączenie z naturą, że w jakiś przedziwny sposób odczuwają życie, które przepływa przez nie-ludzkie istoty.

Co Ci daje zasiadanie w kręgu?

Czuję, że zasiadanie w kręgu pomaga w docieraniu do swojej mocy. Wiem, że to są podniosłe słowa, ale mam wrażenie, iż tak właśnie jest. Kiedy mam możliwość bycia w przyjaznej atmosferze, z uwagą skupioną na mnie i wiem, że mogę wypowiedzieć się na swój własny temat, tak z głębi, to czuję, że coś we mnie się wzmacnia. Moim zdaniem te dwa warunki są niezwykle ważne: uwaga osób słuchających i świadomość, że teraz jest mój czas. Bardzo istotna jest także cykliczność spotkań.

Czasami widzę, jak kobieta, która raz w miesiącu zasiada w takiej atmosferze, jakby czymś nasiąka – co krąg staje się odważniejsza, bardziej otwarta. Widzę, jak w kobietach dokonują się zmiany, jak obawa przed zabraniem głosu stopniowo łagodnieje i osoba, która na początku bała się odezwać wśród obcych, zaczyna o sobie opowiadać.

Czy to ma związek z jakąś religią?

Krąg jest pozareligijny, nie ogranicza swojej przestrzeni dla nikogo. Jest otwarty dla osób wszystkich wyznań. Ja też jestem pozareligijna – wierzę w siłę wyższą, której nie nazywam, a na pewno nie w jakiś religijny sposób. Pojawiają się tu wątki szamańskie – chociaż to może być różnie rozumiane. Dla mnie szaman/szamanka to osoba, która ma silne połączenie ze światem duchowym, ale jednocześnie mocno stojąca nogami na ziemi.

Czy miałaś kiedyś wrażenie, że w zasiadaniu w kręgach jest coś dziwnego?

Kiedy pierwszy raz zasiadałam w kręgu, już znałam inną jakość słuchania dzięki temu, że parę lat wcześniej weszłam w Porozumienie bez Przemocy1. Natomiast mam informacje zwrotne od kobiet przychodzących na kręgi, że dla nich to jest nowe i trochę dziwne. Często mówią o tym, jak trudno jest im cierpliwie słuchać, ponieważ tak bardzo chcą komentować – jednak formuła kręgu zachęca do powstrzymywania się od komentarzy. Przy czym kiedy przychodzi ich kolej, okazuje się, że to, co wtedy, pod wpływem impulsu chciały wypowiedzieć, już nie jest ważne. Dla niektórych kobiet jest to ogromna zmiana w budowaniu kontaktu z drugim człowiekiem; zadziwiające jest dla nich to, co się dzieje, kiedy nauczą się powstrzymywać ten pierwszy impuls mówienia.

Czy chciałabyś coś jeszcze dodać?

Mam poczucie, że różne rzeczy zataczają kręgi i wracają. Tęsknię za głębokimi relacjami z kobietami, za byciem w wielopokoleniowej wspólnocie kobiet, tęsknię za tym, żeby kobiety w trudnych sytuacjach były razem. Wyobraź sobie, że zaczynasz rodzić i jest z tobą twoja mama, siostra, babcia, sąsiadki, kuzynki – nie jesteś sama w szpitalu. I wyobraź sobie, że w tym momencie nie ma znaczenia, ile razy się pokłóciłyśmy, rodzisz i nas potrzebujesz – wszystko inne przestaje być ważne. Skąd we mnie ta tęsknota? Chyba muszę to mieć gdzieś w komórkach zapisane, że tak było i że to było piękne.

Tak, też za tym tęsknię i mam nadzieję, że istnieje taka więź pomiędzy kobietami, która biegnie głębiej niż powierzchowne relacje i że o ile możesz się pokłócić i przerwać tę nić codziennych interakcji, o tyle tej głębokiej więzi nie możesz utracić, że ona jest jak żyła wodna płynąca głęboko pod ziemią, pod powierzchnią przyziemnych zdarzeń.

Tak i to mnie prowadzi znowu do Porozumienia bez Przemocy, do tego przekonania, że istnieje głębszy język, że nie zawsze to, co „wypadnie z ust”, jest tym, co w danym momencie ta osoba chce powiedzieć i że można wypowiadać się ze złością, a głęboko w środku cierpieć i płakać z bólu.

Ciekawe jest też patrzenie na kulturę przez pryzmat Porozumienia bez Przemocy, zastanawianie się, jakie potrzeby kultura spełnia, biorąc pod uwagę listę potrzeb człowieka opracowaną przez Marshalla Rosenberga. Według mnie jest to chyba przede wszystkim potrzeba przynależności i mam wrażenie, że oddolne działania wyrosłych „na dziko” animatorek takich jak Ty tę potrzebę spełniają. Dziękuję.

***

Czy tego typu spotkania przyjęłyby się na gruncie publicznych instytucji kultury? Czy debaty, wykłady, spektakle i wystawy mogłyby się przeplatać z kręgami kobiet, spotkaniami koła gospodyń miejskich lub klubami seniora? Czy ogrody instytucji mogłyby być trochę bardziej zarośnięte, dzikie, bardziej jak przydomowe ogródki? Kto by je wtedy odwiedzał, a kto omijał?

Tematem naszej rozmowy były kręgi kobiet, czy szerzej: spotkania polegające na empatycznym słuchaniu. Można by powiedzieć, że jest to najprostsze wydarzenie kulturowe z możliwych. Coś w rodzaju podstawowego składnika wszystkich bardziej złożonych kulturowych tworów. Mam wrażenie, że uważne przyglądanie się tego typu najmniejszym „kulturowym jednostkom” może zmienić postrzeganie tych bardziej rozbudowanych wydarzeń i wzbudzić niepewność, czy w ich złożoności nie zagubiła się siła tego, co najprostsze, zwyczajne i dzikie.

Magda Nina Sławnikowska – od dziesięciu lat jest związana z Porozumieniem bez Przemocy. Od 2015 roku zasiada w kręgach kobiet i mężczyzn, a od 2017 roku współtworzy Poznański Krąg Kobiet.

Kinga Mistrzak – animatorka, kognitywistka i kuratorka projektów społecznych. W pracy poszukuje różnych form kontaktu ze sztuką i stara się wykorzystywać więziotwórczy charakter tych poszukiwań. Obecnie zajmuje się edukacją i animacją w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu.


 

1 Porozumienie bez Przemocy, w skrócie PbP (ang. Nonviolent Communication, NVC) – metoda komunikacji oparta na założeniu, że wszyscy ludzie mają takie same potrzeby, ale różne strategie na ich zaspokojenie. Na liście potrzeb znajdziemy np. potrzebę szacunku, kreatywności, łatwości czy przynależności. Bardzo ważnym elementem tej metody jest tzw. empatyczne słuchanie, tzn. docieranie do tego, jakie uczucia, potrzeby i prośby stoją za usłyszanym komunikatem. Twórcą PbP jest Marshall Rosenberg.

Newsletter

Bądź z nami na bieżąco – Zapisz się do naszego newslettera i śledź nas w mediach społecznościowych: