Arrow-long-left
#6
PL|EN

Afirmacja

Kanał sztuki

Skórzany pas nad talią, z naszytą różą*

„− Po raz pierwszy w historii, Muzeum Egipskie zamieniło się w salę tortur − zagrzmiał Seif El-Islam. − Chcielibyśmy podziękować radzie wojskowej za wskazanie Egipcjanom kolejnego powodu do zjednoczenia”.

Alice Doesn’t rozprawia się ze zjawiskiem „narracyjnego ucisku”, z narracją jako elementem angażującym widza i decydującym o jego współuczestnictwie lub wyobcowaniu.

Zebrałam powyższe cytaty w dość przypadkowy sposób, nie zważając na chronologię zdarzeń czy kolejność pojawiających się niżej odniesień. Przypadkowość i pozorny brak związku są jednak zamierzone, jako że odnoszą się one do mocy sprawczej języka i wojskowego munduru, a konkretnie do zdolności obu tych rzeczy do wyrażania i urzeczywistniania przemocy. Poniższy tekst składa się z luźno powiązanych ze sobą myśli, skupionych wokół tematu przewodniego, będącego jednocześnie tematem moich obecnych badań.

Pierwszy piątek, 1 marca 2019 roku
Odkrywam Alice Doesn’t.

Pierwszy cytat, znaleziony w Systemie mody Rolanda Barthes’a, tak naprawdę pochodzi z magazynu modowego. Barthes pisze o tym w taki sposób: „Otwieram gazetę o modzie: widzę, że chodzi tu o dwa różne ubiory. Pierwszy z nich został mi przedstawiony jako fotografia lub rysunek, jest to ubiór-obraz. Drugi to ten sam ubiór, lecz opisany, przekształcony w język; ta sukienka, sfotografowana po prawej stronie, po lewej staje się »skórzanym pasem ponad talią, z naszytą różą, na elastycznej sukience z szetlandu«”. W swojej książce Barthes przeprowadza analizę strukturalną mody kobiecej, posiłkując się magazynami modowymi wydanymi w latach 1957-1963. Tym samym dekonstruuje modę przy pomocy języka francuskiego, pochylając się nad semiotyką werbalnych i niewerbalnych znaczeń, aby, jak sam to określił, „krok po kroku odtworzyć system sensu”; dyskurs przedstawiony z perspektywy strukturalisty i mężczyzny-filozofa uznaje się za jedno z najważniejszych badań tamtych czasów. Podobnie jak pozostali strukturaliści opisujący abstrakcyjne systemy zasad, tacy jak Lévi-Strauss czy Saussure, Barthes dokonuje swojej analizy w całkowitym oderwaniu od przedmiotu własnych badań, nie wchodząc z nim w żadną bliższą interakcję. Jego spojrzenie na ciało i ubiór ogranicza się do zbioru semiotycznych reguł i ani na moment nie wznosi się ponad uproszczoną rzeczywistość językowych mechanizmów. Według Teresy de Lauretis tego typu mechanizmy i systemy reguł „muszą być bezwzględnie przestrzegane przez każdego użytkownika języka, który pragnie wziąć udział w symbolicznej wymianie społecznej i komunikować się z otoczeniem; z tego właśnie powodu ich teorie można uznać jeśli nie za szkodliwe, to na pewno za bezwartościowe w oczach tych wszystkich, którzy działają na rzecz zniesienia wszelkich systemów (władzy, ucisku lub filozofii) i formułują nowe teorie oparte na idei wolności; wolności jednostek, klas społecznych, ras, płci i zbiorowości”.

Drugi piątek, 8 marca 2019 roku

Jako Egipcjanka dorastająca między Polską a Egiptem, bardzo szybko opanowałam technikę kamuflażu i adaptacji. Podczas nauki w szkole średniej, a później przez całą drogę ku dorosłości, wpajano mi różne nacjonalistyczne i patriotyczne pragnienia. Jak wszystkie inne dzieci w Egipcie, w szkole musiałam nosić mundurek: białą męską koszulę (o wiele na mnie za dużą), krawat w paski, szarą spódnicę, białe skarpetki i czarne buty. Jakiekolwiek inne kolory były zabronione czy to na ubraniu, czy na paznokciach. Nauczyciel języka arabskiego karcił mnie za zbyt długie paznokcie, nazywając je siedliskiem diabła. Przez lata czułam, że moje ciało nie należy do mnie przez znaczną część dnia. Byłam zmuszona przejawiać zachowania, które wydawały mi się obce i nienaturalne; jakimś sposobem zdołałam je odgrywać przez całe lata. Wszystkie te tradycje trwają do dzisiaj w niezmienionej postaci. W 2018 roku wprowadzono nowy hymn wojskowy − Kalu Aa lub What did they say? [Co mówili?]; wkrótce stał się on obowiązkowym elementem szkolnej rutyny i jest obecnie odśpiewywany każdego ranka przed zajęciami i w czasie przerwy. Kalu Aa zrodził się z palącej potrzeby usprawiedliwienia działań zbrojnych na Synaju i wojny wypowiedzianej terrorowi; trwający wciąż konflikt objął północną część półwyspu i jest następstwem obecnego reżimu wojskowego Abda al-Fattaha as-Sisiego. Kalu Aa jest wychwalany przez media jako pieśń przybliżająca ludziom postać zwykłego żołnierza; jest to zgodne z nową falą reprezentacyjnej propagandy, która wciąż przybiera na sile od czasu wydarzeń z 2011 roku. Większość współczesnych filmów propagandowych przedstawia wojsko z perspektywy upodmiotowionej męskiej jednostki, w przeciwieństwie do materiałów z lat dziewięćdziesiątych i z początku XXI wieku, które prezentowały potęgę militarną, operując obrazami czołgów i grup żołnierzy szturmujących pustynię na Synaju, z samolotami F-16 przelatującymi im nad głowami.

źródło: Remarking January 25, 6 filmów, Intifadat Intifadat, 2011

W egipskim serwisie informacyjnym można znaleźć taki oto fragment: „Kalu Eih (What did they say about us?) [Co o nas mówili?] to hymn wysławiający heroiczne czyny żołnierzy poległych w walce z terrorystami w ramach operacji na Synaju. Przejmujące słowa hymnu podbiły serca wszystkich Egipcjan, bez względu na wiek czy pochodzenie […]. Decyzja o wprowadzeniu hymnu do szkół ma na celu rozbudzenie w uczniach poczucia przynależności do kraju i zwiększenie ich świadomości o ofiarach ponoszonych przez wojsko w imię ojczyzny”.

Nie jest to jednak niczym zaskakującym. Podnoszenie ludzi na duchu i podsuwanie im fałszywej nadziei jest pewnego rodzaju wyznacznikiem sytuacji gospodarczej, która w dużej mierze zależy  od sił zbrojnych Egiptu i jego pozycji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Tego typu działania wpływają na zachowania ludzi i wyznawane przez nich poglądy, wykorzystując przestarzałe wojskowe gesty, które wciąż jednak charakteryzują się ogromną mocą sprawczą (nie tylko świadcząc o bohaterstwie okazywanym przez żołnierzy na linii frontu, ale i czyniąc z sylwetki żołnierza chodzącą obietnicę dostatniego życia i równości wszystkich ludzi). Ruch antykolonialny – sięgający 1952 roku – zbiegł się w czasie z narodzinami nacjonalizmu i położył podwaliny pod autokratyczny reżim wojskowy pułkownika Gamala Abdela Nasera, przywódcy wojskowego, który na nowo zdefiniował pojęcie egipskiej państwowości. Produkowana przez niego propaganda na nowo ożywiła i wzmocniła mity o „szlachetnych zamachach stanu kierowanych prawdziwie »nacjonalistycznymi« wartościami. Mit »dobrego zamachu stanu« sięga 1881 roku i powstania Urabiego Paszy”.

Mamy rok 1957. Barthes jest w trakcie swoich badań nad francuską semiotyką. Ponowne otwarcie Kanału Sueskiego zwiastuje koniec kryzysu i koniec ery kolonializmu, wzmacniając jednocześnie rządy nacjonalistyczne, które będą trwać przez najbliższe dziesięciolecia. Na ekrany trafia egipski film Rudda Qalbi (Oddaj mi moje serce); ma on spopularyzować nacjonalizm, odwołując się do zupełnie innego rodzaju pragnień i opowiadając „rozgrywającą się w Egipcie w epoce kolonialnej  pełną rozmachu romantyczną historię biednego młodego oficera, który zakochuje się w córce wysoko urodzonego paszy”. Film ten będzie emitowany w każdą rocznicę objęcia władzy przez Nasera, odzwierciedlając zmienione realia społeczno-gospodarcze, będące następstwem militaryzacji. „[…] Małżeństwo z rozsądku zawarte między starą arystokracją, niedawno pozbawioną swojego majątku, a nowo rządzącą elitą w mundurach, średniego lub niskiego pochodzenia, pretendującą do miana społecznie wyrafinowanej. Małżeństwo oficera z filmu odzwierciedlało zatem prawdziwą sytuację kadry wojskowej i jej nagły awans społeczny”; odzwierciedlało również narodziny patriarchalnego systemu władzy, który przez następne dziesięciolecia będzie przejawiał się w filmach, muzyce i społecznych wyobrażeniach na temat wojska.

Trzeci piątek, 15 marca 2019 roku
Idę na spacer. 

Kiedy dwa tygodnie temu, w piątek, przechadzałam się po mieście, zawędrowałam w okolice, które wiele dla mnie znaczyły w różnych okresach egipskiej rewolucji. Tamtego ranka zrobiłam serię zdjęć moim telefonem, fotografując głównie przewijających się wokół mężczyzn w wojskowych i policyjnych mundurach. Prezentowali się dużo mniej uroczyście niż w magazynach i na kanałach propagandowych, a ich gesty nie miały aż tak dużej mocy sprawczej. Najzwyczajniejszy w świecie początek weekendu. Nie było to jednak nic dziwnego. Szara codzienność składa się tu głównie z niskopłatnej pracy − taka jest konsekwencja życia w skorumpowanym systemie. Dziesiątki mężczyzn na wojskowej lub obywatelskiej służbie; obrońcy, których zadaniem jest strzec budynków, ulic, chodników, ministerstw i ambasad sąsiadujących z gmachami Mudżammy i Muzeum Egipskiego. Jak to w dzień wolny od pracy, ulice były dość wyludnione – robienie zdjęć telefonem, chociaż zabronione, było więc proste i zaskakująco przyjemne. Udało mi się uchwycić oczywiste motywy zwykłej codzienności, których nikt już nie zauważa; fetyszyzowany, przerażający, a zarazem ekscytujący obraz władzy. Semiotycznie rzecz biorąc, byłam nikim więcej jak obserwatorem i tak też odbierałam to, co się działo wokół mnie. Mimo że miasto było mi dobrze znane, wszystko wydawało się obce. Czułam się jak złodziej. Robiłam zdjęcia, nie wnikając w żadne szczegóły − nie miałam pojęcia, kim są ludzie na moich fotografiach. Nie próbowałam obalić powszechnie obowiązującej narracji; po prostu rejestrowałam otaczającą mnie rzeczywistość, nie ingerując i nie wprowadzając zmian. Widok munduru nie wzbudzał już niepokoju, jak miało to miejsce po wydarzeniach na ulicy Muhammada Mahmuda.

„Skórzany pas nad talią, z naszytą różą” − krótki fragment nieco dłuższego zdania napisanego w języku francuskim; wyrwany przez Barthes’a z magazynu modowego z lat sześćdziesiątych i rozebrany na części w jego książce; pojawia się tu przypadkowo jako prawie niezwiązana z niczym myśl… Prawie, bo przypomniał mi o tych osiemnastu dniach, kiedy wojsko było podziwiane przez wszystkich zebranych na placu Tahrir. Kobiety, dzieci i całe rodziny rozdawały wtedy róże żołnierzom strzegącym wejścia na plac, dekorowały ich czołgi kwiatami, uśmiechały się do nich i robiły sobie z nimi wspólne zdjęcia. Ta niespodziewana celebracja miłości, pokoju i żołnierskiej siły trwała zaledwie jeden dzień; była to spontaniczna reakcja na romantyczny zryw wojska, które opowiedziało się za rewolucjonistami i stanęło w ich obronie. Róże i pasy; skórzany pas, który w rękach policji i wojska może stać się bronią używaną w czasie tortur i protestów. Pas, który nadaje mundurowi nienaganny wygląd, z przypiętymi narzędziami przemocy, zamykający się, w większości przypadków, wokół męskiej talii.

Mamy dzień róż. Tysiące ludzi stanie niedługo przed trybunałem wojskowym − radą złożoną z samych wojskowych, której celem będzie jak najszybsze skazanie protestujących, bez obecności cywilnych przedstawicieli prawnych. Wielu z nich zniknie bez śladu.


* Fragmenty „Systemu mody” Rolanda Barthes’a w przekładzie Macieja Falskiego. Tłumaczenia fragmentów pozostałych tekstów są dziełem tłumaczki artykułu.

Newsletter

Bądź z nami na bieżąco – Zapisz się do naszego newslettera i śledź nas w mediach społecznościowych: