Arrow-long-left
#10
PL|EN

Afirmacja

Kanał sztuki

UAP – Uniwersytet Aberracji Praktycznych

fot. Jadwiga Subczyńska, 38. edycja Konkursu im. M. Dokowicz, 2018

Najlepiej na świecie pluje się we własne gniazdo. Mmm, to dopiero przyjemność! Stoi się nad tym gniazdem, widzi się je z góry lub z ukosa, bo się z niego wyfrunęło i wolną jest się od jego jarzma. Stanąć można bliżej, pociągnąć nosem, poczuć gęstą plwocinę aż w gardle, wziąć oddech i plfuhh, pierwsza chara na gniazdeczko, plfuhh, druga chara na gniazdeczko i tak dalej, póki starczy nam sił w żuchwie, a gniazdo tonąć zacznie w naszym własnym śluzie. 

Czytelniczki zrozumieją zapewne, jaką frajdę absolwentowi zacnej poznańskiej uczelni daje poplucie w sam jej środek. Plucie w gronie prywatnym jest już pewnym rodzajem uciechy, a niech pierwsza rzuci mi kamieniem w monitor czytelniczka, której w gronie koleżanek nie zdarzyło się ponarzekać na swą zacną szkołę, a zwłaszcza  UNIWERSYTET ARTYSTYCZNY W POZNANIU (dalej zwany UAP).

Dziś chciałbym zachęcić czytelniczki do wspólnego, kolektywnego i konstruktywnego plucia na naszą matkę karmicielkę (łac. alma mater), a jeżeli nie zgłasza się „nikta”, która chciałaby wycharknąć pierwszą plwocinę do gniazdka, to ja zacznę. (Żeby wyjść na więcej uczonego, jak czytelniczki widzą w tytule, nadałam naszemu uniwerkowi przydomek “aberracji praktycznych”, w związku z czym taki właśnie przegląd przez zaledwie dwie aberracje UAP-owskie sobie tutaj zrobimy, choć jest ich oczywiście dużo więcej i pluć byśmy mogli do utraty tchu. Niech to będzie tylko początek) .

Aberracja primera: ALMA MATER, czyli MATKA KARMICIELKA

Spójrzcie Państwo na mnie: jaka zadbana i wystrzałowa! O siebie zadbać potrafię, z zewnątrz wyglądam na światową, nowe meble sobie kupiłam, sprzęty elektroniczne, a to wszystko za z Unii pieniądze. Zapraszam gości zagranicznych, studentki z Turcji i Irlandii i się pysznię: tutaj mam taką ładną pracownię z komputerami z 2016 roku, tutaj drzwi przeszklone, a jaka piękna aula! Jakby Państwo mogli, to proszę buty ściągnąć, kapcie na zmianę znajdą Państwo w przedpokoju. Na koncerty skrzypcowe aula jak znalazł. Nasza alma mater lubi się pokazać. A jak!

Chce prawnika za 270 zł za godzinę pracy? Proszę bardzo, oto i jest prawnik takowy. Chce najnowszego sprzętu do edycji filmów? Proszę bardzo, oto i sprzęt! Ale uwaga! Sprzęt zamknięty przed własnymi dziećmi na cztery spusty! Nie po to kupiłam sprzęt taki, żebyście mi tu teraz dziateczki moje przychodziły i jakieś swoje filmiki na zaliczenie montowały, kupiłam ten sprzęt, żeby stał i działał na waszą wyobraźnię! Jesteście artysty, wyobraźni wam przecież nie brakuje. Nie macie się co dziwić, faktury musiały się zgadzać, a kasa musiała zostać wydana, bo inaczej bym dotację zwracała!

Nasza alma mater wychowuje swoje pociechy w duchu skąpstwa i surowości: ja mam, ale wam nie dam, bo przez osiem albo i więcej lat mi tu takich długów narobili, że się z nich waszym kosztem wygrzebywać muszę. Dopóki dzieci są jeszcze małe, studiują, dla tych najbardziej ubogich po pięćset złotych znajdę na stypendia: a to socjalne, a to dla najlepszych z was w nauce i osiągnięciach. Ale jak już podrosną? A wara mi z chaty! Po co wam jeszcze na jakichś doktoratach zostawać, czego wy tu się chcecie nauczyć? Zostajecie? No dobrze, niech wam będzie, może jakiś pieniądz za was od państwa dostanę, ale żebyście mi były tak bezczelne, że żądacie tyle, ile trzeba, bo inne matki karmicielki swoje dorosłe dzieci doktoranckie wspierają jak należy?

Poczekajcie no, niech zerknę do kieszeni. Mam! Mam tu dla was po 275 złotych. Które biedniejsze i pracy jako artysta nie znalazło albo rodzona matka z ojcem dwóch groszy nie dadzą, niech wam będzie, dostaniecie jeszcze po trzy stówki za wasz los. No i dlaczego się nie cieszycie? 600 złotych to jest przecież kupa kasy, wynajmijcie sobie za to po stówce miejsce w pokoju na łóżku piętrowym z innymi biednymi artystami i cisza mi! Ech, ci dzisiejsi młodzi artyści nie pamiętają już, że zawsze najpiękniejsze idee powstawały w pracy kolektywnej. I ja wam tu taką możliwość kolektywizmu daję, a wy nie chcecie skorzystać. Głodne? Nie mają na papier do drukarki? Nie starczyło na worek gliny do rzeźbienia?

Dzieci moje… toć wasz los jest przecież w waszych rękach! Spójrzcie – niektórzy z was potrafią się urządzić i nie czekają na mój gest, tylko zarabiają te pieniądze! Nie macie jak pogodzić studiów i pracy? No, kochane moje, to już nie moja wina, że nie uważaliście na lekcjach podstaw przedsiębiorczości, przecież dobrze wiecie, że wszyscy macie DOKŁADNIE TAKIE SAME SZANSE na karierę.

fot. Tobiasz Jankowiak, 38. edycja Konkursu im. M. Dokowicz, 2018

„Konkurs na najlepszy dyplom Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu im. Marii Dokowicz jest realizacją testamentu fundatorki, która ukończyła naszą uczelnię w 1932 roku. Przekazane przez nią środki przez kilka dekad pozwalały na fundowanie wyjazdów stypendialnych do Stanów Zjednoczonych Ameryki dla najlepszych absolwentów Uniwersytetu. Formuła konkursu zmieniała się na przestrzeni lat.

Obecnie każda katedra zgłasza do konkursu autorów najlepszych dyplomów. Główne nagrody przyznawane są przez Senat UAP w dwóch kategoriach: artystycznej oraz projektowej. Od kilku lat przyznawana jest także nagroda dla najlepszego dyplomu teoretycznego – Nagroda im. prof. Alicji Kępińskiej.

  1. Wystawa konkursowa, ze względu na skalę przedsięwzięcia, od pewnego czasu organizowana jest w specjalnie zaaranżowanej przestrzeni Międzynarodowych Targów Poznańskich. Dopełnieniem wystawy głównej jest przygotowywana corocznie, począwszy od 36. edycji, wystawa towarzysząca mająca miejsce w Miejskich Galeriach UAP.
    Tegoroczna edycja Konkursu “Polemika sztuki” odbywa się w kontekście 100-lecia istnienia poznańskiej grupy artystycznej BUNT. Pod tym samym tytułem planowane jest otwarcie wystawy towarzyszącej wystawie głównej w Dużej Scenie UAP (Miejskie Galerie Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu). Gala ogłoszenia wyników oraz wystawa główna Konkursu im. Marii Dokowicz odbędzie się 13 listopada o godz. 18.00 w Pawilonie nr 10 Międzynarodowych Targów Poznańskich”.

Więcej informacji tutaj: http://uap.edu.pl/2018/11/polemika-sztuki-38-edycja-konkursu-im-marii-dokowicz/

Aberracja segunda: festiwal żenady, czyli KONKURS IM. MARII DOKOWICZ

Nadchodzi taki moment, że absolwent studiów na UAP-ie zostaje doceniony. Docenienie to polega na zaproszeniu go do udziału w konkursie naszej absolwentki, która była tak szczodrobliwa, że zarobione przez siebie pieniądze przeznaczyła na fundusz dla rozwoju artystycznego przyszłych pokoleń.

Ech, Mario, czy zostawiając ten fundusz spodziewałaś się, co UAP zrobi z Twoim imieniem? Droga Mario, w Twoim imieniu UAP wysyła powiadomienie, w którym roi się od błędów ortograficznych i stylistycznych. W powiadomieniu prośby związane z uczestnictwem w konkursie.

Proszę Państwa Absolwentów, proszę załadować sobie na plecy swoje pracki dyplomowe i przytargać je do centrum konsumpcji i biznesu: Międzynarodowych Targów Poznańskich. Oto odbędzie się dla Was, Drodzy Państwo, konkurs. Zapewniamy Wam przestrzeń w postaci, a jakże!, white boksów, świecących, szaro-biurowych kafelków, a dla szczęśliwców nawet wykładziny. Stawiamy dla Państwa Absolwentów piękne szkieletowe konstrukcje, panie przychodzą odkurzać, ale wkrętarki to weźcie swoje, gwoździe i nożyczki także!

Kto może, niech weźmie ze sobą drabinę, bo „na zakładzie” jest tylko jedna i musimy ją schować, gdy kończymy pracę. Gdy prace powieszone, nadchodzi wielki dzień. Cały senat UAP-owski przyjeżdża pod Targi, by ocenić pracki swych zacnych absolwentek. Nie mylić proszę oceny z zainteresowaniem, co tam u nich? Kto uciekł za granicę, a kto wpisał się do rejestru bezrobotnych? Nas, senatu, niewiele to będzie interesować, wszak konkurs się odbywa, konwenans winien być zachowany.

Na kilka godzin przed oceną dowiadują się absolwenci, w owym mailu z błędami ortograficznymi, że niestety każdy z nich musi się zmieścić w pięciu minutkach, aby opowiedzieć szanownemu senatowi o swej realizacji. Mało? A kto Wam kazał takie rozbudowane prace robić? Dziś się żyje szybko, a jak inwestor będzie chciał poznać Twą pracę, to też Ci więcej nie da, więc proszę nie narzekać.

Po ocenie nerwowe oczekiwanie: obrady. Absolwenci – won z wykładzin! W senacie mało kto ze sobą rozmawia, kanapki na stole kuszą, szeleszcząc plastikowymi woreczkami, w które są zapakowane (nas nie dotyczy ograniczanie plastiku, jesteśmy artyści-plasticy!), a hostessy niedługo zaczną otwierać wernisażowe wino. Wreszcie nadchodzi wyczekiwane ogłoszenie wyników.

Niestety, w ciągu ostatnich kilku godzin nie starczyło nam czasu na oznaczenie teczek z dyplomami udziału wg nazwisk, a zaglądać nam do środka się nie chce, zresztą absolwenty miały stanąć w kolejności alfabetycznej, tu zaś taka niesubordynacja! Postawały sobie na scenie według własnego uznania. I klops: dyplomy trafiają nie do tych, co trzeba. A zauważyć należy, że każdemu po dwa dyplomy przyznane, w tym jeden ze ZŁOTYM ODZNACZENIEM (sprawdzaliśmy – to wcale nie złoto – w lombardach na ośce nie chcieli tego przyjąć nawet za dopłatą). Kowalski dostaje jeden dyplom Nowaka i Świnki, Bracka Kowalskiego i Mądralińskiej, a prawie miesiąc po konkursie wciąż przychodzą wiadomości: Szanowne Absolwenty, oddajcie nie swoje dyplomy!

Ale, ale, gala trwa! Na scenę wchodzi dobry pan kapitalista i daje uczelni 20 baniek w obligacjach, a absolwentom katalogi swojej firmy i wizytowniki. Co za gest! Oczy nam się szklą ze szczęścia, chyba trzeba się jeszcze z tej okazji napić. Gdy opada kurz konkursowej ekscytacji, zwiedzać można wystawę absolwencką. Ale, czy aby na pewno? Jakże tam trafić na te Targi, jeśli pozamykane, kontrola i bramki? Z tym też UAP sobie poradził wspaniale: pierwsza informacja była taka: zainteresowany(-na) wystawą powinien(-na) się udać do biura promocji uczelni w godzinach 8:00-15:00, aby tam pobrać wejściówkę, z którą to następnie udaje się na Targi, tam poszukuje pawilonu nr 10 i już jest na miejscu. Voilà! Ale to chyba nie miało się udać. Wymyślono inny sposób, zaznaczono go na stronie internetowej wielkimi, czerwonymi literami: „WEJŚCIE NA WYSTAWĘ PO OTRZYMANIU WEJŚCIÓWKI NA HASŁO DOKOWICZ”.

Od kogo? Gdzie? Jak? Tego, to już, moje dzieci, domyślcie się same!

______________________

Mieszko Gniewko – pół człowiek, pół pies. Codziennie o 5:00 rano budzi się, aby zgolić z twarzy feministyczny wąs. Zaczynał od pisania książek takich jak Masłowska, z których żadna nie została wydana, następnie malował obrazy z nurtu post-graffiti, z których żaden nie został wyeksponowany. Dziś zaś zajmuje się wolontariatem na rzecz anarchizmu teologicznego, a w wolnych chwilach wylewa swą frustrację niespełnionej artysty na forach internetowych dla krytyków sztuki.

 

Od redakcji – zmienne używanie rodzaju męskiego i żeńskiego w pierwszej osobie przez narratora / narratorkę jest zamierzone.

 

 

fot. Tobiasz Jankowiak, 38. edycja Konkursu im. M. Dokowicz, 2018

Newsletter

Bądź z nami na bieżąco – Zapisz się do naszego newslettera i śledź nas w mediach społecznościowych: